Pomysł na ten post przyszedł mi do głowy dwa dni temu. Zastanawiałem się jak go zatytułować i wybór padł na "Zmiana pasa". W trakcie pisania przypomniałem sobie, że kiedyś oglądałem film o tym samym tytule. Nie będę go teraz streszczał, bo jeśli nie oglądałaś/eś tego filmu, to proponuję nadrobić zaległości. Wspomniałem o nim tylko dlatego, że przekaz filmu doskonale komponuje się z tym, o czym za chwilę przeczytasz.
Wydarzenia miały miejsce w poniedziałek. Musiałem wstać znacznie wcześniej niż zazwyczaj ponieważ byłem umówiony z klientem. Budzik zadzwonił o szóstej rano. Mimo, że od dawna już nie zrywałem się z łóżka o tej porze, nie miałem problemów żeby ogarnąć się w miarę szybko i już po godzinie byłem gotowy do wyjazdu. Zszedłem do samochodu, "uzbroiłem" nawigację i z uśmiechem na twarzy ruszyłem w trasę. W tym miejscu warto wspomnieć o tym, że aby dostać się do klienta musiałem przedostać się przez całą Warszawę.
Była godzina siódma gdy pełen nadziei na szybki przejazd dojeżdżałem do rogatek stolicy. Pierwsze światła i kilka samochodów karnie stojących na czerwonym świetle. Jest ok - pomyślałem. Następne światła też dobrze. Głos miłej pani z nawigacji sprawnie kierował mnie po sieci ulic. Z tej błogości wyrwał mnie nagły błysk świateł stopu samochodu jadącego przede mną. Gwałtownie wcisnąłem hamulec klnąc pod nosem. Pisk opon i zapach palonej gumy obwieścił wszem i wobec - STOISZ KURWA W KORKU. Pozwoliłem sobie na oczyszczającą łacińską wiązankę, wziąłem głęboki oddech i rozejrzałem się w sytuacji. Trzy pasy, sznur samochodów po horyzont. Poruszałem się co kilka sekund o trzy metry - nie ma tragedii - ważne, że się przesuwam w odpowiednim kierunku i mam czas, a w razie czego zadzwonię do klienta i uprzedzę go o spóźnieniu. Wyluzowałem się i obserwowałem innych kierowców. Przyzwyczajeni do takiej sytuacji nie zdradzali oznak zdenerwowania.
Ten obraz zmienił się diametralnie gdy inni kierowcy próbowali zmienić pas lub chcieli dołączyć do ławicy aut. Mimo, że włączali kierunkowskaz i sygnalizowali swoje zamiary, większość ze stojących w korku niechętnie robiła im miejsce. Machanie rękoma, krzyki i klaksony zdawały się przekazywać jedną treść - TO MOJE MIEJSCE! PRZEZ CIEBIE KOREK ROBI SIĘ DŁUŻSZY! Co za ludzie - powiedziałem pod nosem.
Kątem oka zauważyłem, że ktoś staje po mojej prawej stronie. W samochodzie obok siedziała ładna blondynka, która próbowała wjechać na mój pas. Poczekałem aż samochód przede mną ruszy i dałem dziewczynie znak, że może się wpasować przede mnie. Uśmiechnęła się i podziękowała skinieniem głowy. Odpowiedziałem tym samym i przez kilkadziesiąt następnych metrów toczyłem się za nią.
Korek zelżał i mogłem w końcu depnąć.
Misiu zjedź, za 300 metrów skręcasz w prawo - to moja nawigacja w ten słodki sposób przekazała ważną informację. No dobra tylko jak? - zapytałem sam siebie. Wokół mnie znów było bardzo tłoczno, a mimo włączonego prawego kierunkowskazu nie było wielu chętnych żeby mnie wpuścić. Nagle usłyszałem klakson. Spojrzałem przez ramię i jakże miłe było moje zaskoczenie. Okazało się, że to dziewczyna, której wcześniej ustąpiłem miejsca, teraz odwdzięcza się tym samym. Sprawnie to wykorzystałem i machnąłem jej ręką w podziękowaniu. Ona pojechała dalej, a ja w końcu wydostałem się z zatłoczonego miasta.
Korek zelżał i mogłem w końcu depnąć.
Misiu zjedź, za 300 metrów skręcasz w prawo - to moja nawigacja w ten słodki sposób przekazała ważną informację. No dobra tylko jak? - zapytałem sam siebie. Wokół mnie znów było bardzo tłoczno, a mimo włączonego prawego kierunkowskazu nie było wielu chętnych żeby mnie wpuścić. Nagle usłyszałem klakson. Spojrzałem przez ramię i jakże miłe było moje zaskoczenie. Okazało się, że to dziewczyna, której wcześniej ustąpiłem miejsca, teraz odwdzięcza się tym samym. Sprawnie to wykorzystałem i machnąłem jej ręką w podziękowaniu. Ona pojechała dalej, a ja w końcu wydostałem się z zatłoczonego miasta.
Pędziłem drogą ekspresową, słońce pięknie grzało i miałem tylko 10 minut spóźnienia, co dla uprzedzonego wcześniej klienta nie było problemem.
Zapytasz się: No i co z tego wynika?
No cóż bardzo wiele. Na przykład, że:
- w trudnej sytuacji nie warto się stresować tylko zawsze szukać w niej pozytywnych stron i nowych możliwości.
- warto zawsze mieć plan, choćby nawet najprostszy.
Najważniejszą puentą tego opowiadania jest jednak to, że warto być życzliwym człowiekiem. Warto ofiarować nawet drobną pomoc jeśli jest ku temu okazja. To co dla Ciebie będzie niewielkim gestem, dla drugiego człowieka może mieć ogromne znaczenie. Poza tym nie wiesz kiedy Ty będziesz musiał/a zmienić pas i kto stanie obok Ciebie.
I na taki wpis właśnie czekałam ;) Ciesze się z każdej Twojej notki, ale takie uwielbiam czytać najbardziej. Bardzo lubię sposób w jaki wszystko opisujesz.
OdpowiedzUsuńWiesz co jest niesamowite? Że opisujesz sytuację, która jest ekstremalnie zwyczajna, w tak niecodzienny sposób. Nie trudno znaleźć osobę, która stała w korku. Ale znaleźć osobę, która w tym czasie miałaby takie refleksje, jak ty, byłoby bardzo trudno. To jest na prawdę wyjątkowa umiejętność, czerpania z takich zwykłych sytuacji, na które większość ludzi nie zwraca uwagi, robi je automatycznie, bezmyślnie. Podziwiam Cię za to strasznie. Podziwiam kierunek, w którym biegną Twoje myśli. Pozazdrościć inteligencji, mądrości życiowej, bo to zdecydowanie jest ściśle związane. Dzięki Ci za ten post, daje do myślenia, jak wszystko co od Ciebie wychodzi... ;)
Dziękuję Ci bardzo za tyle słodyczy i dziękuję, że mam dla kogo pisać :) Nie wiem czy moje teksty wypływają z mojej inteligencji i mądrości życiowej, bo nigdy siebie za wybitnie inteligentnego nie uważałem, a na mądrość życiową chyba za młody jeszcze jestem (sam sobie właśnie komplement sprawiłem :) )Głównie staram się bardziej odczuwać świat i życie niż je oceniać lub obserwować przez pryzmat doświadczeń. Nie jest to łatwe, ale może dzięki temu mogę "wyławiać" coś fajnego z codziennych wydarzeń.
UsuńNo to, że nie uważałeś siebie za "wybitnie inteligentnego" świadczy tylko o tym, że za mało się cenisz. Bo ja zawsze podkreślam, że jest ogromna różnica między mądrością a inteligencją. Dla mnie mądrość, to wiedza, w zasadzie coś nabytego. I tego nie oceniam. Natomiast inteligentnym się po prostu jest. Tak myślę, nie wiem czy ma to sens czy nie. W każdym razie, choć nie znam Cię praktycznie wcale, to mogę spokojnie stwierdzić, że jesteś człowiekiem inteligentnym, pokusiłabym się nawet o dodanie słowa "wybitnie" ;) Więc więcej wiary w siebie!
OdpowiedzUsuńDziękuje ponownie :). Miło jest czytać o sobie tyle wspaniałości. Podoba mi się Twój styl w jakim piszesz. Dzięki temu, pomijając samą treść :), Twoje komentarze czyta się z lekkością i ogromną przyjemnością - jednym słowem, działasz na mnie stymulująco ;)
OdpowiedzUsuń