wtorek, 21 maja 2013

Maks marzenia


     Maks był pełnym energii dzieckiem. Uwielbiał bawić się na podwórku i skakać po kałużach. Mogł na okrągło jeść lody,  a szkoła najlepiej gdyby nie istniała. Maks lubił łobuzować i "nie" rodziców było dla niego największą do tego zachętą. Był bardzo ciekawy świata, a jego głowę wypełniały piękne marzenia. Marzył o zdalnie sterowanej motorówce, o locie w kosmos, o najszybszej na świecie wyścigówce i wyprawie do Afryki. 

     Czas upływał, Maks rósł a wraz z nim budynki, w których się uczył. Najpierw było małe przedszkole, później całkiem duża szkoła. Było wielkie liceum bez wielkich ideałów. Po liceum przyszedł czas na studia i uczelnię rozległą, rozlazłą, rozpuszczoną. Z mijającymi latami Maks uczył się jak ma myśleć, jak żyć. Rosły oczekiwania, wydatki, a dziecięce marzenia stawały się coraz mniejsze, aż w końcu zniknęły całkiem. Przez lata wpajana doktryna "bezkompromisowego sukcesu" i wyuczona w szkołach "inteligencja pozorna" stworzyła z Maksa obywatela idealnego - praca i kobieta, którą nawet trochę kochał, w planach dzieci. Wydawało się, że nic więcej do szczęścia nie potrzeba, a jednak Maks czuł się...no właśnie, sam nie wiedział jak się czuje. Każdego wieczora kładł się do łóżka, patrzył na swoją piękną kobietę, na ubranie przygotowane do założenia rano do pracy, ogarniał wzrokiem wszystko co mieli...i nie był szczęśliwy?!
     Pewnego dnia budzik jak zwykle zadzwonił o 7:25. Max odnajdując w sobie resztki motywacji zwlókł się z łóżka i poczłapał do łazienki. Zimna woda przyjemnie go orzeźwiła. Poszedł do kuchni chcąc przyszykować sobie śniadanie. Chwycił nóż i...osunął się na podłogę. Nie wiedział co się dzieje. Stracił czucie w nogach, a świdrujący ból w głowie wyłączył jego wzrok. 
     Ocknął się w szpitalu. Był bardzo słaby. Chciał się rozejrzeć, ale wszystko było zamglone. Usłyszał znajomy głos, który zdawał się brzmieć rozkoszniej niż zawsze, a dotyk znanej dłoni był cieplejszy niż kiedykolwiek.
Gdy poczuł się lepiej przyszedł do niego lekarz. Słowa Pani doktor wydawały się być wyjęte z jakiegoś filmu, a on sam miał wrażenie, że bierze udział w makabrycznej, ukrytej kamerze:
- Nie mam dla Pana dobrych wiadomości. Ma Pan guza mózgu. 
- Czemu go nie wytniecie?
- Jego lokalizacja uniemożliwia operację. Bardzo mi przykro.
- Co to znaczy? Co Pani chce mi powiedzieć?
- Ma Pan jakieś 1,5 roku może dwa lata życia, jednak z każdym dniem Pana stan zacznie się pogarszać. Atak, który przeżył Pan w domu będzie się powtarzał. Po którymś może już Pan nie otworzyć oczu.
Maks wbił wzrok w podłogę próbując ogarnąć słowa Pani doktor. Wszystko było totalną abstrakcją. Jak on, człowiek, który zdrowo się odżywia, prowadzi zdrowy tryb życia, nie pali...on, on ma umrzeć?! Dlaczego?! Myśli pędziły po autostradzie synaps. Neurony rozgrzewały się do czerwoności. Jak to możliwe, jak?! Dlaczego?!
- Panie Maksie! Zadręczając się pytaniami nic Pan nie zmieni. Jest jak jest, niech Pan wykorzysta jak najlepiej czas, który Panu pozostał.
     Maks bez słowa wyszedł z gabinetu. Jego kobieta szła obok w milczeniu. Ona też przeżywała dramat, ale chciała pokazać, że jest silna...dla niego.
Wrócili do domu. Usiedli na łóżku i w ciszy przesiedzieli parę godzin. Tej nocy Maks nie zmrużył oka, tak samo jak następnej i następnej... Dni mijały, a Maks nie wychodził z domu. Stawał się cieniem samego siebie. Siedział wciąż w milczeniu na kanapie, jakby chciał znaleźć dla siebie skuteczne lekarstwo. 
Pewnego dnia jego kobieta nie wytrzymała i wykrzyczała mu w twarz, z nieukrywaną goryczą i złością:
- Ty już nie żyjesz! Pogrzebałeś siebie za życia!
Kilka minut ciężkiej ciszy rozdarł krzyk i płacz. Maks w jednej chwili wyrzucił z siebie wszystkie emocje. Żal, gorycz, strach. Raz za razem wbijał swoje pięści w oparcie kanapy. W całym swoim dorosłym życiu nie był tak szczery wobec siebie jak teraz. Przytulił się do kobiety, której nagle stało się mu za mało. Przypomniał sobie słowa Pani doktor, które zdawały się dotrzeć do niego dopiero teraz - "wykorzystać czas jak najlepiej". Stało się coś niezwykłego. Maks poczuł jakby zapłonął w nim ogień, który przeszedł dreszczem przez jego całe ciało. Odżyły wszystkie dziecięce marzenia, a życie Maksa, mimo że zostało go niewiele, od tej pory miało się zmienić...choć sam nie zdawał sobie jeszcze sprawy jak bardzo.
     Pamiętacie jakie marzenia miał Maks w dzieciństwie? Jednym z nim był lot w kosmos. Nie, nie został astronautą, ale postanowił poszerzyć swoją wiedzę z zakresu astronomii i czytał dużo książek oraz materiałów w internecie. Zaczął szukać pracy w tej dziedzinie, rozesłał swoją aplikację do obserwatoriów  i czekał na efekty. Zajęło to prawie rok, ale udało mu się - zamienił nudną pracę w biurze na to, co zawsze chciał robić. 
Kupił też upragnioną motorówkę zdalnie sterowaną a gdy pogoda dopisuje, szaleje na niedużym jeziorku, ku uciesze syna, który wszystko pilnie obserwuje z wózeczka.
Maks marzył o wyprawie do Afryki. Trochę to kosztuje, ale postanowił co miesiąc odkładać jakąś kwotę. Kto wie, może mu się uda zobaczyć na własne oczy afrykańską sawannę.

     Od wydarzeń w szpitalu minęło 5 lat. Maks czuje się bardzo dobrze i z optymizmem patrzy w przyszłość. Jedyne czego żałuje to tego, że musiał dostać od życia w pysk żeby zacząć żyć naprawdę. Ostatnio jego znajomy zapytał się go, czy boi się śmierci? Odparł, że przestał na nią czekać. Stara się w pełni wykorzystać każdy dzień więc, gdy przyjdzie na niego pora, będzie mógł odejść bez żalu. 

Ta historia została przeze mnie wymyślona ale wiem, że życie pisze podobne. Każdy z Nas styka się w życiu z trudnymi chwilami. Czasami brakuje Ci sił by wstać z łóżka, wszystko wydaje się bez sensu i zadajesz sobie pytanie - dlaczego ja?! 
Pamiętaj! DOPÓKI BIJE TWOJE SERCE MOŻESZ ZROBIĆ I ZMIENIĆ WSZYSTKO. 
Masz w sobie nieskończone możliwości, a jedyne istniejące ograniczenia to te, które sam/a sobie stawiasz.  
Nie zegar a bicie serca odmierza czas, wykorzystaj go jak najlepiej, bo jak się zatrzyma nie będziesz żałować.
Masz wrażenie, że Twoje życie stoi w miejscu? Przypomnij sobie o czym marzyłaś/eś będąc dzieckiem i zacznij te marzenia realizować, bez strachu w powodzenie Twoich działań. 
TRZEBA SPRÓBOWAĆ TEGO CO NIEMOŻLIWE, BY OSIĄGNĄĆ TO CO MOŻLIWE.

Więc do dzieła :)

8 komentarzy:

  1. Bardzo inspirujące i pobudzające do działania. U mnie problem polega jedynie na braku determinacji i konsekwentności. Kiedy coś mnie zainspiruje (tak jak na przykład powyższy tekst) mam poczucie, że mogę zmienić świat, jak nie cały, to przynajmniej mój własny, ale niestety wytrwać w tym uczuciu nie potrafię zbyt długo i wszystko wraca do poprzedniego stanu... obojętności...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy przeczytałaś już "Czarodzieje mogą wszystko"?

      Usuń
    2. Niestety nie miałam jeszcze czasu, ale zamierzam to zrobić.
      Kiedy skończę, dam znać. :)

      Usuń
    3. Czekam na wrażenia :)

      Usuń
    4. Wreszcie udało mi się znaleźć chwilę, żeby przeczytać tę książkę. ;) Dopiero przed chwilką skończyłam i jestem pod dużym jej... wpływem. To chyba dobre określenie, bo to właśnie robi ta książka z czytelnikiem - wpływa na niego, zmienia sposób myślenia, otwiera oczy na pewne sprawy.
      W bardzo przystępny i stosunkowo łatwy sposób pokazuję prawdę, pewnego rodzaju przepis na... na życie, na szczęście. Sytuacje są przedstawione klarownie, w dość oczywisty sposób, co daje duże pole manewru wyobraźni. Pobudza to do refleksji i to jest według mnie powód, dla którego ta książka na prawdę jest w stanie zmienić podejście do życia, sposób postrzegania świata, ludzi, a przede wszystkim siebie samego.

      Czy odkryłam w sobie czarodziejkę? Myślę, że postawiłam pierwszy krok ku zmianie, bo dla mnie przełamanie swojego sposobu myślenia tak nagle, nawet pod takim mocnym wpływem, jest dość trudne, bo od jakiegoś już czasu nie wychodzę poza strefę.. życiowego komfortu. A zmiany zdecydowanie komfortowe nie są. Jestem wręcz stworzona chyba do przeczytania tej książki, bo zdecydowanie potrzebuję zmienić swoje życie, odkryć siebie, znaleźć swoje miejsce, obrać wreszcie odpowiednią ścieżkę i przede wszystkim pogodzić się z życiem i przestać prowadzić wojnę z nim i samą sobą...

      O matko. Chyba za bardzo dałam się ponieść.. A to i tak mały skrawek tego, co w tej chwili chciałabym powiedzieć. ;) Lepiej nie będę już dalej tego rozwijać. Kończąc, teraz będę o tym wszystkim rozmyślać i robić pewnego rodzaju podsumowanie i na pewno będę regularnie zaglądać do tej książki. Mam nadzieję, że stanie się ona troszkę moim drogowskazem do zmian na lepsze. Czuję, że na prawdę na mnie wpłynęła i że to zaprocentuje.
      Nie no, na prawdę kończę. ;) Bardzo jestem Ci wdzięczna, że podzieliłeś się nią z czytelnikami swojego bloga, ze mną. Dziękuje.

      I przepraszam za ten, zapewne rekordowo długi, komentarz. ;)

      Usuń
    5. O jejku, nie zdawałam sobie sprawy, że jest AŻ TAK długi... Wybacz mi. ;)

      Usuń
    6. Nie mam czego Ci wybaczać :) To wspaniałe, że książka wywołała w Tobie taką lawinę myśli.
      Zobacz jak z pozoru drobna decyzja, stała się pierwszym krokiem do pozytywnych zmian w Twoim życiu. Niech to będzie dla Ciebie motywacją na każdy kolejny dzień Twojego życia.
      Dzięki Tobie mam również pomysł na następny post, a może nawet kilka kolejnych. Bardzo Ci za to dziękuję :)

      Napisałaś, że chciałbyś powiedzieć więcej. Napisz do mnie i wyrzuć z siebie wszystko co chcesz.
      andrewpicass@gmail.com

      Usuń
  2. Odkryj w sobie czarodzieja...przepraszam...czarodziejkę :)

    OdpowiedzUsuń