środa, 23 października 2013

Rząd liczb

     Cześć,

     Znów dużo czasu upłynęło od mojego ostatniego posta. Jest to poniekąd "zasługa" mojej pracy, w której spędzam sporo czasu..ale nie może to być wytłumaczeniem. Mam też wolne dni i długa przerwa w pisaniu wynikała głównie z tego, że mi się zwyczajnie nie chciało. Żeby jednak zadość uczynić powiedzeniu - nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - chcę się podzielić z Tobą pewnym spostrzeżeniem albo raczej wnioskiem, do którego doszedłem właśnie w pracy.

    Zwróciłaś/eś uwagę na to jak bardzo ludzie lubują się we wszelkich statystykach? Niezależnie od grupy społecznej i zawodowej zawsze śledzimy jakieś statystki. 
Politycy śledzą słupki poparcia, bogaci lubią czytać, że statystycznie są jeszcze bogatsi a ja patrzę na statystyki wejść na mój blog. W mediach pełno jest informacji o statystycznym stanie zdrowia statystycznej rodziny, o jej statystycznych dochodach, statystycznej ilości dzieci, statystycznych upodobaniach a wszystko zakończone statystyczną statystyką.
     Liczby, liczby, liczby. Generalnie nie ma w tym nic złego, pomijając fakt, że liczby te są uogólnieniem i nie oddają prawdziwego obrazu zjawiska bądź grupy. No bo jak można, biorę przykład pierwszy z brzegu, w kraju liczącym 38 mln mieszkańców, opierając się na "światowych trendach" i "reprezentatywnej grupie" 10,000 osób stwierdzić, że społeczeństwo jest bogatsze niż kiedykolwiek, a będzie jeszcze lepiej. Tylko nikt nie pisze, że 60% osób zdolnych do pracy tyra za najniższą krajową, 20% pracy znaleźć nie może, 10% kombinuje w szarej strefie i od statystyk trzyma się z daleka, a pozostałe 10% to kierownicy i dyrektorzy zarabiający od kilku do kilkudziesięciu tysięcy miesięcznie. 
Nie to będzie jednak głównym tematem tego postu.
     W firmie, w której pracuję również prowadzona jest pewna statystyka, jest to statystyka sprzedaży. Każdy dzień przynosi zmiany kilku parametrów według których jesteśmy rozliczani. Niby wszystko ok, ale zauważyłem jak stresujące jest to dla wielu osób. Codziennie patrzą na cyfry i są podłamani gdy wartości spadają a tryskają energią gdy idą w górę. 
To tylko liczby, a jaką jak mają władzę. 
Wygląda to tak jakby poczucie własnej wartości i szczęścia było budowane nie przez wewnętrzne przekonanie, a przez kilka wydrukowanych kolumn z procentami.
To tylko liczby. Dziś takie, jutro inne.
     Matematyków i innych przedstawicieli nauk ścisłych proszę aby nie czuli się urażeni. Kwiaty słonecznika, liście drzew, zarodek w łonie matki, galaktyki to jest święta geometria, złota liczba, złoty podział, złota proporcja - to cyfry i liczby, które tworzą oraz opisują nasz świat i wszechświat - one istniały od zarania dziejów. Nie zostały sztucznie stworzone a jedynie odnalezione przez człowieka w naturze

     Ta sama sytuacja ma miejsce gdy rozmawiamy o wieku. Ile razy zastanawiałaś/eś się, jak to będzie gdy będą miał/a ileś tam lat. Nie tak dawno w pracy (it`s my life :) ) przysłuchałem się rozmowie dotyczącej wieku i aż musiałem się wtrącić. Młody dwudziestosześcioletni chłopak mówi: 
- nie wyobrażam sobie gdy będę miał 30-tkę na karku. 
- Hello! Mam 34 lata i kiedyś mój znajomy zapytał się mnie: jak się z tym czujesz mając ponad 30 lat? Spojrzałem na niego jak na jakiegoś trolla :) i odpowiedziałem, że czuję się wyśmienicie i jestem absolutnie niepoważnym człowiekiem.
Bo czym jest wiek? To tylko kilka cyfr, liczba, którą czasami musimy gdzieś podać. 

Młodo, staro, smutno, szczęśliwie, źle, zdrowo, biednie, bogato zaczynamy się najpierw czuć w naszej głowie i duszy. To z nich wszystko później promieniuje na nasze ciało i nasze życie. Nie statystyki, cyfry i liczby decydują o naszym powodzeniu, tylko My sami. 

Kto poczuje się zdrów, wyzdrowieje. Kto poczuje się bogatym, będzie nim. Jak Ty się czujesz?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz