czwartek, 28 lutego 2013

Post o kreatywnym poście

     Dochodzi godzina 7:00. Obudziłem się z postanowieniem postu. Dzisiaj zamierzam pić tylko wodę, zero żarcia, kawy i herbaty...cholera, będzie ciężko, ale zmierzam być twardy. Jest godzina 10:00. Sądziłem, że łatwo nie będzie!? O naiwności, jest kurewsko trudno. Moja piękna zrobiła sobie śniadanie i ostentacyjnie zajada się kanapkami. Pasztet, serek i kiełki, wszystko na pysznym, pachnącym, chrupiącym chlebie. Prawie uległem, a to dopiero 2 godziny postu. Idę napić się wody. W planach mam jeszcze porcję ćwiczeń i medytację na deser.
     Wybiła 12:00. Moje myśli krążą wokół jedzenia. Latają niczym pszczoły nad kiełbaską, serami pozostałymi po walentynkowej kolacji. Już wyciągałem rękę po kawałek Mozzarelli, ale znalazłem w sobie siłę i otrząsnąłem się z tej chwili zapomnienia...wciąż nie jem. Może mała kawka? Tak dla eksperymentu, czy zadziała inaczej niż na co dzień. No dobra, pozwalam sobie na słabą kofeinę z mlekiem. Czy jest inaczej? Nie wiem, natomiast jestem pewien, że post przynosi rezultaty. Moje myśli są czyste...bardzo czyste...jak mój żołądek. Boże jaki ja głodny jestem. 
     Zbliża się pora obiadu.  Z kuchni dolatuje mnie zapach placków ziemniaczanych. Nie wytrzymam - muszę...chcę zjeść placka ze śmietaną i cukrem. Trzy pachnące, ciepłe placki wylądowały na talerzu, przepychota. Jest jest jeszcze barszcz domowej roboty. Już nie walczę. Zjadam małą miseczkę i to koniec na dzisiaj - mam nadzieję, że koniec. 
     Zapada wieczór. Miałem rację, to koniec...postu. Zjadłem pyszną kolację w miłym i pięknym towarzystwie. Kto wie, może to ostatnia kolacja w moim życiu. Koło godziny 21:00 blisko ziemi przeleci asteroida, przyłoży w nas i finito. Spokojnie, żartuję. Asteroida pędzi w naszym kierunku, ale nie jest zagrożeniem. Zamierzam zjeść w moim życiu jeszcze niejedną kolację. Najważniejsze, że dzisiejszy post przyniósł rezultaty. Doznałem objawienia, a w zasadzie dwóch. Pierwszym był pomysł napisania tego tekstu. Drugie było bardziej życiowe.
     Czy zastanawialiście się nad tym jaki to komfort, gdy tylko zaburczy Wam w brzuchu, móc otworzyć lodówkę, wyciągnąć soczysty kąsek i przegryźć go świeżym pieczywem? Czy podziękowaliście za możliwość zjedzenia ciepłego posiłku w towarzystwie bliskich Wam ludzi? Nie wszyscy mają tak dobrze, więc doceniajcie co macie, bo będzie za późno gdy to wszystko stracicie!

1 komentarz:

  1. zaczyna się interesująco, czekam na dalszy rozwój wypadków

    OdpowiedzUsuń